niemieckie karabiny 2 wojny światowej
Niemieckie działa szturmowe II wojny światowej . Thomas Anderson. 7,5 / 10. 13 ocen . 2 opinii . Dyskutuj. (StuG, choć nie tylko) w czasie II wojny światowej.
Historia. „Zbrodnia bez kary”. Prawda o „drugiej niemieckiej winie”. Bartosz Dudek. 28.08.2019. Zbrodnie dokonane w czasie wojny przez Niemców pozostaną na zawsze haniebnym, czarnym
Nabój pośredni do Stg. 44 został utworzony przez skrócenie łuski naboju do Mausera z 57 mm do 33 mm. Łączył zalety naboju pistoletowego i karabinowego. Zmniejszona moc (mniejsza łuska to mniej materiału miotającego) przełożyła się na mniejszy odrzut czyli łatwiejszą kontrolę karabinu, a także na mniejsze zużycie broni.
W kategorii broni palnej nabywanej w celach kolekcjonerskich królują czarnoprochowce. Oryginały i repliki tej broni cieszą się dużą popularnością wśród kolekcjonerów. Są to bardzo efektowne, zabytkowe pistolety, rewolwery czy strzelby z czasów przed 1885 rokiem.Równie piękna i interesująca pod względem historycznym jest broń
Najwięksi zbrodniarze II wojny światowej. Data utworzenia: 1 września 2009, 0:05. Hitler, Himmler, Jodl, Keitel, lista nazwisk nazistowskich zbrodniarzy jest długa. Zobacz jak wyglądali
Frau Aus Polen Sucht Deutschen Mann. Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...POCZTANie pamiętasz hasła?Stwórz kontoQUIZYMENUNewsyJak żyć?QuizySportLifestyleCiekawostkiWięcejZOBACZ TAKŻE:BiznesBudownictwoDawka dobrego newsaDietaFilmGryKobietaKuchniaLiteraturaLudzieMotoryzacjaPlotkiPolitykaPracaPrzepisyŚwiatTechnologiaTurystykaWydarzeniaZdrowieNajnowszeWróć 18:19aktualizacja 22:28
iStockNiemiecka Amunicja Wojskowa Karabin Maszynowy Pierwszej Wojny Światowej - zdjęcia stockowe i więcej obrazów AgresjaPobierz to zdjęcie Niemiecka Amunicja Wojskowa Karabin Maszynowy Pierwszej Wojny Światowej teraz. Szukaj więcej w bibliotece wolnych od tantiem zdjęć stockowych iStock, obejmującej zdjęcia Agresja, które można łatwo i szybko #:gm1401159979$9,99iStockIn stockNiemiecka amunicja wojskowa - karabin maszynowy pierwszej wojny światowej – Zdjęcia stockoweNiemiecka amunicja wojskowa - karabin maszynowy pierwszej wojny światowej - Zbiór zdjęć royalty-free (Agresja)OpisNiemiecka amunicja wojskowa - karabin maszynowy pierwszej wojny światowejObrazy wysokiej jakości do wszelkich Twoich projektów$ z miesięcznym abonamentem10 obrazów miesięcznieNajwiększy rozmiar:2736 x 2052 piks. (23,16 x 17,37 cm) - 300 dpi - kolory RGBID zdjęcia:1401159979Data umieszczenia: 8 czerwca 2022Słowa kluczoweAgresja Obrazy,Archiwalny Obrazy,Armia Obrazy,Bagnet Obrazy,Bitwa Obrazy,Broń Obrazy,Fort Obrazy,Fotografika Obrazy,Front wojenny Obrazy,Granica - Przestrzeń człowieka Obrazy,Historia Obrazy,Horyzontalny Obrazy,I Wojna Światowa Obrazy,II Wojna Światowa Obrazy,Imperializm Obrazy,Jedna osoba Obrazy,Karabin Obrazy,Karabin maszynowy Obrazy,Pokaż wszystkieCzęsto zadawane pytania (FAQ)Czym jest licencja typu royalty-free?Licencje typu royalty-free pozwalają na jednokrotną opłatę za bieżące wykorzystywanie zdjęć i klipów wideo chronionych prawem autorskim w projektach osobistych i komercyjnych bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat za każdym razem, gdy korzystasz z tych treści. Jest to korzystne dla obu stron – dlatego też wszystko w serwisie iStock jest objęte licencją typu licencje typu royalty-free są dostępne w serwisie iStock?Licencje royalty-free to najlepsza opcja dla osób, które potrzebują zbioru obrazów do użytku komercyjnego, dlatego każdy plik na iStock jest objęty wyłącznie tym typem licencji, niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, ilustracja czy można korzystać z obrazów i klipów wideo typu royalty-free?Użytkownicy mogą modyfikować, zmieniać rozmiary i dopasowywać do swoich potrzeb wszystkie inne aspekty zasobów dostępnych na iStock, by wykorzystać je przy swoich projektach, niezależnie od tego, czy tworzą reklamy na media społecznościowe, billboardy, prezentacje PowerPoint czy filmy fabularne. Z wyjątkiem zdjęć objętych licencją „Editorial use only” (tylko do użytku redakcji), które mogą być wykorzystywane wyłącznie w projektach redakcyjnych i nie mogą być modyfikowane, możliwości są się więcej na temat obrazów beztantiemowych lub zobacz najczęściej zadawane pytania związane ze zbiorami zdjęć.
– Nie twierdzę, że nie było bohaterów, a jedynie to, że my ich dziś nie znamy. Tych prawdziwych. Bo ci, których zna każde rosyjskie dziecko, których pomniki zdobią główne place naszych miast, to postaci albo całkowicie zmyślone, albo zmyślone zostały ich bohaterskie czyny – mówi Borys Sokołow, historyk i autor książki „Prawdy i mity wielkiej wojny ojczyźnianej 1941 – 1945”. NEWSWEEK: Panie profesorze, kroczy pan bardzo ryzykowną ścieżką, niczym saper wśród min. Pisze pan, że Związek Sowiecki w trakcie II wojny światowej stracił 43 miliony ludzi. To koszmar, jedna piąta całej ludności! Do tej pory rosyjscy historycy mówili o 20-26 milionach. Co gorsza, twierdzi pan, że podczas wojny w Armii Czerwonej nie było bohaterów. Borys Sokołow: Nie twierdzę, że nie było bohaterów, a jedynie to, że my ich dziś nie znamy. Tych prawdziwych. Bo ci, których zna każde rosyjskie dziecko, których pomniki zdobią główne place naszych miast, to postaci albo całkowicie zmyślone, albo zmyślone zostały ich bohaterskie czyny. To kolosy wykute dłutem komunistycznych propagandystów. Co zaś do strat, przypomnę, że do lat 60. obowiązywała liczba 8-10 milionów ofiar. Później ZSRR przyznał się do owych 20. Wszystko po to, by ukryć prawdę o wojnie. Zrównoważyć jakoś straty rosyjskie z niemieckimi. Prawda zaś jest taka, że jeśli nie liczyć cywilów, straty na froncie wśród żołnierzy kształtowały się 1:10 na korzyść Wehrmachtu. Straty sowieckie były i są tabu, bo ujawnienie prawdy musiałoby pociągnąć za sobą konieczność wytłumaczenia, jak do tego mogło dojść, jak to w ogóle było możliwe. A to z kolei wymusiłoby napisanie historii wojny od nowa. Od nowa? Wszak historia II wojny światowej wydaje się już w pełni opisana. Proszę zwrócić uwagę, że dziś, 20 lat po pieriestrojce i głasnosti, po żmudnym wypełnianiu tzw. białych plam historii i odkłamywaniu, nikt przy zdrowych zmysłach już w Rosji nie neguje, że Stalin był mordercą i tyranem. Ale tylko do roku 1941 i znów od 1945 do dnia swojej śmierci. Na te przeszło trzy lata pomiędzy przeistacza się zaś w cudowny sposób w męża opatrznościowego ojczyzny i narodu. Te przeszło trzy lata niezwykłej metamorfozy dyktatora to czas wojny właśnie. To najprostszy, brutalny wręcz przykład tego, że historia II wojny światowej z pewnością jest dogłębnie zbadana i opisana, ale nie wojna, którą nazywamy wielką wojną ojczyźnianą, a więc konflikt między ZSRR a III Rzeszą rozpoczęty hitlerowską agresją z 22 czerwca 1941 r., a zakończony zdobyciem Berlina i kapitulacją Niemiec w maju 1945 r. W dodatku prawda o tej wojnie jest najgorzej znana w samej Rosji. To okres nie tylko nadal profesjonalnie niezbadany, ale przede wszystkim niewyobrażalnie zakłamany i zmitologizowany w czasach sowieckich. Te kłamstwa i mity wciąż funkcjonują nie tylko w masowej świadomości Rosjan, lecz także wypełniają łamy używanych dziś podręczników szkolnych i, o zgrozo, uniwersyteckich. Na dokładkę część historyków zagranicznych, a zwłaszcza publicystów, powtarza bzdury z zafałszowanych źródeł rosyjskich. Pan w książkach nie dotyka zapomnianych biografii, nieodkrytych dokumentów, pisze pan o sprawach kardynalnych, takich jak: sowieckie straty w ludziach, strategia Armii Czerwonej, kolaboracja na ziemiach okupowanych. To oznacza, że mity i zakłamanie, o których pan mówi, sięgają Rosji po 20 latach od upadku komunizmu prawdziwa historia wielkiej wojny ojczyźnianej jest są więc największe kłamstwa, które zadomowiły się w rosyjskich podręcznikach? Choćby przekonanie, że Armia Czerwona była bardziej profesjonalna i lepiej walczyła w drugiej połowie wojny niż w roku 1941. Czyż nie była tego dowodem choćby operacja Bagration, błyskotliwe zwycięstwo Armii Czerwonej na Białorusi, które zepchnęło Niemców aż do linii Wisły, w wielkich kotłach zmiażdżyło całe korpusy i doprowadziło do fizycznej wręcz likwidacji całą niemiecką Grupę Armii Środek? Czy nie jest to przykład umiejętnie przyswojonej przez Armię Czerwoną strategii blitzkriegu, odrobiona lekcja, po której uczeń przerósł mistrza? Nie. Operacja Bagration była możliwa tylko dzięki miażdżącej przewadze liczebnej Armii Czerwonej – w ludziach, czołgach, artylerii, samolotach. Nie byłoby też mowy o zwycięstwie, gdyby nie lądowanie aliantów w Normandii, które wymusiło wycofanie z Białorusi całego korpusu pancernego SS, i kilka faktów do dziś niedocenianych, jak choćby ostateczna przesiadka czerwonoarmistów z furmanek i archaicznych ZIS-5 i GAZ-AA na amerykańskie studebackery i kanadyjskie chevrolety. Na każdym filmie dokumentalnym, poczynając od roku 1944, te fantastyczne, niezawodne ciężarówki są wręcz symbolem Armii Czerwonej jak pepesza, jak gwiazdka na furażerce. Więc to Amerykanie pokonali... Bez przesady! Ale dochodzimy do dwóch kolejnych mitów. Pierwszy to teza, że anglo-amerykańska pomoc w ramach Lend--Lease miała dla zwycięstwa na wschodzie znaczenie marginalne, drugi, że marginalne było znaczenie otwarcia drugiego frontu i w ogóle wkładu zbrojnego aliantów. Do dziś w Rosji panuje przekonanie, że to Armia Czerwona zmiażdżyła Wehrmacht i że zmiażdżyłaby go tak czy inaczej. Do dziś wykorzystywana jest przez historyków rosyjskich praca Nikołaja Wozniesienskiego „Ekonomika wojenna ZSRR w okresie wojny ojczyźnianej”, wydana w 1947 roku, gdzie pomoc materialna Zachodu w ramach Lend-Lease Act została całkowicie przemilczana. Wzmiankowano jedynie, że stanowiła 4 proc. wartości sowieckiej produkcji wojennej. W podręcznikach rosyjskich stoi, że cała aliancka pomoc to 2 proc. artylerii, 7 proc. czołgów, 13 proc. samolotów bojowych, niecałe 6 proc. samochodów. Te liczby nie są prawdziwe, bo w ZSRR zawyżano poziom produkcji własnej. Dane o sukcesach sowieckiej ekonomiki wojennej, które miały przyczynić się do ostatecznego zwycięstwa, przez dziesięciolecia były argumentem propagandowym dowodzącym przewagi socjalizmu nad kapitalizmem. Spora część kłamstw utrwaliła się na dobre. Weźmy choćby samochody. Jeśli policzyć uczciwie, okaże się, że dostawy zachodnie stanowiły nie 6 proc., ale ponad 32 proc. całkowitej wojennej produkcji sowieckiej, zaś w przypadku samolotów niemal 25 proc. Gdyby nawet przytaczane przez pana liczby były prawdziwe, to mit obalają inne dane dotyczące towarów, które łatwo przemilczeć, bo nie jest to broń. Czyli tuszonka, przysmak czerwonoarmistów, słynna amerykańska konserwa mięsna?Chociażby. Dostawy tych konserw stanowiły prawie 20 proc. sowieckiej produkcji mięsa. Przede wszystkim jednak to surowce. Benzyna lotnicza. W 1941 r. produkcja rodzima pokrywała zaledwie 4 proc. zapotrzebowania. Dostawy alianckie to ponad 51 proc. benzyny lotniczej użytej w czasie wojny przez ZSRR, ponad 53 proc. prochu i materiałów wybuchowych. Metale kolorowe – pomoc z Zachodu – to 82 proc. miedzi, 90 proc. aluminium, 75 proc. niklu, 50 proc. ołowiu. Bez tych surowców przemysł wojenny stoi. Dalej: szyny kolejowe – 83 proc. produkcji wojennej ZSRR, opony i kauczuk – 43 proc., a jeszcze cukier, radiostacje, blachy pancerne, obrabiarki, lekarstwa... Na koniec nie bez znaczenia jest fakt, że dostawy Lend-Lease podtrzymały opór sowiecki w najtrudniejszym 1942 roku, kiedy cały ogromny potencjał techniczny Armii Czerwonej sprzed 22 czerwca 1941 r., zwłaszcza broń pancerna i lotnictwo, już nie istniał, fabryki zdemontowane i ewakuowane na wschód dopiero wznawiały pracę lub przestawiały się na produkcję nowych modeli uzbrojenia. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że bez alianckich dostaw Związek Sowiecki nie wytrzymałby niemieckiego naporu. Nikołaj Nikulin, który, co rzadkość, przesłużył w Armii Czerwonej całą wojnę, w wydanych w Polsce wspomnieniach opisuje koszmar frontu leningradzkiego. Nieustanne frontalne ataki mas piechoty na dobrze umocnione niemieckie punkty ogniowe. Pisze, że kiedy wiosną 1942 r. stopniały śniegi, odsłoniły wzdłuż wciąż niezdobytego nasypu kolejowego, gdzie bronili się Niemcy, góry trupów, z których kolejnych warstw można było odczytać, kiedy i kto szedł do ataku. Na dole rekruci z 1941 r. w letnich mundurach, dalej marynarze z Kronsztadu w czarnych kurtkach, leningradczycy z ochotniczych oddziałów w półcywilu, dalej w białych półkożuszkach zimowy szturm pułków syberyjskich i tak dalej Te frontalne ataki z „hura!!!” na ustach to z pewnością najlepszy przykład braku kunsztu wojennego Armii Czerwonej. Praktyka powszechna jeszcze w 1942 r. Ale czy później?Nikulin leżałby na tej stercie, miesiąca by nie przeżył, gdyby służył jako piechur albo czołgista w pierwszej linii, a nie na tyłach w artylerii, a później jako radiotelegrafista. Nie przeżyłby także po roku 1942, bo bezsensowne szafowanie żołnierską krwią było w Armii Czerwonej normą, aż do zatknięcia czerwonego sztandaru nad Reichstagiem. Tak, frontalny atak masą piechoty i czołgów to przykład typowy. Miałem okazję posłuchać wspomnień dowódcy batalionu, który podczas operacji berlińskiej nacierał na wzgórza Seelow. Cały batalion szturmował tylko jeden niemiecki punkt umocniony. W ataku polegli wszyscy dowódcy kompanii i większość dowódców plutonów. Kiedy dowódca batalionu poderwał żołnierzy do ostatniego szturmu, z ponad 700 ludzi w batalionie zostało już tylko mniej niż 100. W decydującej chwili niemiecki cekaem zamilkł. Okazało się, że strzelec postradał zmysły. Nie zniósł widoku narastających przed schronem zwałów trupów. Ale problem był szerszy niż wciąż powtarzane frontalne ataki. Brak kunsztu wojennego dowódców Armii Czerwonej przejawiał się w schematycznym działaniu, wybieraniu rozwiązań najprostszych, braku oryginalnych pomysłów, które mogłyby zaskoczyć przeciwnika. Do tego lęk przed podejmowaniem samodzielnych decyzji, braniem na siebie odpowiedzialności. Podoficerowie, kręgosłup każdej armii, niczym nie różnili się od szeregowców, a w końcu sami szeregowi szli w bój wyprostowani, biegiem wprost przed siebie, bo nikt ich nawet nie nauczył poruszać się do przodu skokami, kryć się, wykorzystywać ukształtowanie terenu. Wie pan co to takiego wrony? Domyślam się, że nie chodzi panu o czarne nazywano mężczyzn naprędce mobilizowanych na wyzwolonych terenach. Uważano ich za element niepewny, który najlepiej jak najszybciej posłać do walki. Broń Boże zostawiać na tyłach. Formowano więc z nich bataliony, które nie dostawały nawet mundurów, a karabin przypadał tylko tym z pierwszej linii, może jednemu na trzech. Reszta dostawała szpadle, saperki albo kije, prawdziwy oręż mieli zdobyć w boju, na nieprzyjacielu, lub podnieść po zabitych z pierwszego szeregu. Ale dlaczego wrony?Ze względu na cywilne łachy. Żołnierze z osławionych karnych batalionów dostawali przynajmniej karabiny, po łódce amunicji i używane mundury, często zdjęte z trupów. Tylko gwiazdki na furażerce nie mieli prawa nosić. Ci zaś w zimowym przeważnie pejzażu Rosji w szarych paltach i marynarkach wyglądali jak wrony na śniegu. A fachowcy, piloci, spadochroniarze, marynarze podwodniacy, kierowcy, mechanicy czołgów? Przecież jeszcze w połowie lat 30. Armia Czerwona zadziwiła zaproszonych zachodnich obserwatorów gigantycznymi manewrami z udziałem jednostek desantowych, które zrzucano z powietrza wraz ze wsparciem było przed stalinowskimi czystkami w armii i przed gigantycznym napompowaniem Armii Czerwonej techniką, której nie miał kto obsługiwać, bo nie nadążano ze szkoleniem fachowców. Z biegiem wojny też było coraz gorzej. Uzupełnienia nie nadążały za stratami. Przed rozpoczęciem wojny nasi lotnicy mieli za sobą szkolenie pilotażu – 30 wylatanych godzin. Od połowy 1942 roku trafiali na front po zaliczeniu jedynie od 4 do 15 godzin. Świeżo upieczeni piloci niemieccy mieli na koncie 450 godzin szkolenia. Nie przypadkiem przez ostatnie 18 miesięcy wojny, kiedy szkolenie Niemców skrócono do 150 godzin, Luftwaffe traktowała front wschodni jako przedłużenie poligonu. Wysyłano tam żółtodziobów, żeby się ostrzelali, doszkolili w bojowych już warunkach. Dopiero później przerzucano ich na zachód do walk nad Rzeszą z bardziej wymagającym przeciwnikiem, alianckimi wyprawami bombowymi. To w walce z aliantami Niemcy stracili dwie trzecie samolotów. Sowieccy spadochroniarze w czasie wojny wykonali jedną operację, która zakończyła się kompromitująca porażką. We wrześniu 1943 roku zrzucono dwie brygady spadochroniarzy z zadaniem pochwycenia przyczółków na zachodnim brzegu Dniepru. Większość z nich wylądowała w rzece albo wprost na niemieckich pozycjach. Wystrzelano ich niemal do nogi. Dwie brygady! Marynarka wojenna zdołała przeprowadzić zaledwie dwie jako tako udane bardziej skomplikowane operacje desantowe. Pierwsza to ewakuacja załogi oblężonego Sewastopola, druga – desant na półwyspie Kercz. Nie udało się zablokować ewakuacji Niemców z Krymu w maju 1944 r. ani zaopatrzenia i ewakuacji załóg Wehrmachtu z portów bałtyckich w latach 1944-1945. O masakrze radzieckiego konwoju cofającego się w 1941 r. z Tallinna do Leningradu aż wstyd to działo się w warunkach przytłaczającej przewagi floty radzieckiej, zarówno na Bałtyku, jak i Morzu Czarnym. No dobrze, pozostaje więc indywidualne bohaterstwo sowieckiego człowieka. Taki Aleksander Matrosow, jego nazwisko do dziś zna każde rosyjskie dziecko. Jest w wzywała czerwonoarmistów do niszczenia wroga nawet za cenę własnego życia. Takie są też scenariusze najbardziej znanych mitów. Weźmy trzy najbardziej znane: o panfiłowcach, marynarzach z Sewastopola i Matrosowie właśnie. Panfiłowcy z politrukiem Wasilijem Kłoczkowem na czele to 28 bohaterów, którzy za cenę życia 25 z nich zniszczyli 20 czołgów. W rzeczywistości było ich 140, część zginęła, część się poddała, przy życiu zostało 28. Czołgów zniszczyli nie 20, tylko pięć. Cała prawda, którą szybko zatuszowano, wyszła na jaw podczas procesu człowieka, który okazał się jednym z panfiłowców. Sądzono go za kolaborację. W niewoli wstąpił do niemieckiej policji pomocniczej. Marynarze z Sewastopola – pięciu, także pod wodzą politruka –mieli jesienią 1941 r. rzucić się pod niemieckie czołgi z wiązkami granatów i zniszczyć aż 15 maszyn. Pomijając trudność zniszczenia 15 czołgów przez pięciu samobójców, mit ten upada w konfrontacji z faktem, że siły rumuńsko-niemieckie, oblegające w październiku 1941 r. Sewastopol nie miały ani jednego czołgu. Nie miały nawet artyleryjskich ciągników mechanicznych, tylko tabor koński. Matrosow zaś stał się legendą, bo zasłonił własną piersią gniazdo cekaemu. W rzeczywistości padł martwy na otwór wentylacyjny i niemiecka załoga przerwała ogień, próbując usunąć zwłoki. Ten moment wykorzystali pozostali szturmujący i podeszli tak blisko, że Niemcy musieli uciekać. Taka rozprawa z mitami musi być dla pana rodaków historykiem, nie anestezjologiem. Rozprawa z mitem o Matrosowie nie znaczy, że nie mieliśmy bohaterów. Było ich wielu, tylko postali w większości bezimienni, bo na cokoły trafili kamikadze. Da się ich odnaleźć, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Gdzie?W niemieckich archiwach. Niemcy zwykle odnotowywali np. fakt, że jakiś czołg radziecki zniszczył kilkanaście ich maszyn i zdołał się wycofać. Pomijając bełkot Hitlera o oporze do ostatniego żołnierza, w jednostka liniowych Wehrmachtu taki właśnie model bohaterstwa był promowany. Zniszczyć jak najwięcej sił wroga, ponosząc jak najmniejsze straty. Najsmutniejsze jest to, że ze wszystkich mitów o wielkiej wojnie ojczyźnianej najbardziej odkłamany został ten dotyczący kolaboracji obywateli ZSRR z hitlerowcami. Smutne, dlatego że wiele publikacji czy filmów, zwłaszcza w internecie, wręcz gloryfikuje Andrieja Własowa i ludzi mu podobnych. Tam gdzie zamilkł komunizm, odzywa się nacjonalizm. Cóż, głosowi rozsądku, trzeźwej oceny i rzetelnych badań przebić się przez ten hałas jest najtrudniej. Przynajmniej w Rosji.
By US Army - Domena publiczna, lipca 2019 08:16/w Informacje, Polska Radio MaryjaTrzy pochodzące z okresu II wojny światowej niemieckie, dobrze zachowane karabiny maszynowe wykryli w paczce nadanej na Łotwie funkcjonariusze podlaskiej Krajowej Administracji Skarbowej. Przesyłka miała trafić do Wielkiej Brytanii. Broń – karabiny maszynowe MG 34 (Maschinengewehr 34) były w przesyłce kurierskiej. Paczka znajdowała się w jednym z oddziałów firmy kurierskiej. Funkcjonariusze celno-skarbowi natrafili na nią w trakcie prowadzonej tam kontroli przesyłek. Maciej Czarnecki z zespołu prasowego Izby Administracji Skarbowej w Białymstoku poinformował PAP, że paczka wzbudziła zainteresowanie, bo nie było w dokumentach informacji z deklaracją o jej zawartości. „Z uwagi na podejrzenie naruszenia przepisów ustawy o broni i amunicji w zakresie prawidłowości przesyłania i przewozu broni w sprawie zostało wszczęte postępowanie, do którego zostały zabezpieczone ujawnione karabiny. Aby wyjaśnić wszelkie okoliczności tego przypadku, podlaska KAS nawiąże również współpracę z łotewskimi służbami. Niewykluczone, że zabytkowa broń opuściła terytorium Łotwy nielegalnie” – poinformował Czarnecki. KAS podała, że karabin MG 34 był „uniwersalnym, szybkostrzelnym karabinem maszynowym”, który powstał w latach 30-tych XX w. „To podstawowa broń wsparcia w niemieckim Wehrmachcie, produkowana w kilku wariantach i używana także przez inne formacje oraz wojska pancerne, lotnictwo i marynarkę wojenną. Na szeroką skalę MG 34 był użytkowany przez niemiecką piechotę do 1943 roku, kiedy wyparł go jego następca – MG 42” – podał Maciej Czarnecki. PAP/RIRM
Tu legendy okazały się prawdą. Ale trzeba było czekać kilkadziesiąt lat. Unikatowe karabiny znaleziono w lasach pod Kaliszem. Dzięki cierpliwości i zaangażowaniu pasjonatów historii natrafiono na bardzo rzadkie egzemplarze broni. O miejscu ich ukrycia krążyły legendy. Teraz i znaleziskiem, i legendami zajmą się profesjonaliści. [POSŁUCHAJ] Arsenał broni z czasów II Wojny Światowej odnaleźli poszukiwacze śladów historii w lasach koło Morawina, w powiecie leśniczówki odkryto niemieckie karabiny, w tym kilka unikatowych egzemplarzy - mówi prezes Stowarzyszenia Denar Przemysław 7 karabinów, w tym cztery mausery, dosyć popularne, ale także dwa sturmgewerhrty - to są karabinki szturmowe dosyć rzadko spotykane. W naszych rejonach zupełnie rzadko spotykane, a jeden to już zupełnie unikatowy model, czyli karabin VG-2. To jest karabin przeznaczony dla Volkssturmu, czyli organizacji, która powstała w ostatniej fazie II Wojny Światowej. Ten karabin został wyprodukowany w liczbie tylko kilku tysięcy sztuk. Nie mógł trafić w okolice Kalisza z regularną armią niemiecką, bo służył do obrony Rzeszy. Mogły go przejąć jakieś grupy, wszystko wskazuje na to, że został przyniesiony przez żołnierzy prawdopodobnie została ukryta przez żołnierzy wyklętych. Ale tu pewności nie ma, bo opowieści o arsenale jest więcej - dodaje Bartosz Skonieczny ze Stowarzyszenia w lasach pod Kaliszem prowadzone były prowadzone za zgodą konserwatora broń jest mocno zniszczona ale ma zostać odrestaurowana. A potem trafić do Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej.
niemieckie karabiny 2 wojny światowej